DOMINIKANA na własną rękę – relacja z wyprawy


Isla Saona
Wyspa Saona – Dominikana

Dominikana na własną rękę jest to możliwe 

– halo?

– słuchaj są tanie bilety!!!!! Dominikana lub Indie, wyjazd na 12 dni.

– hmm, na Indie to za krótko… wiesz co robić…

Tak właśnie rozpoczął się wyjazd na Dominikanę, szybkie planowanie, dzwonienie po znajomych i finalnie kupiliśmy 5 biletów. Wylot 28.04.2017 z Kolonii, 9 ciężkich godzin w fotelu i jesteśmy na Karaibach.

Dominikana na własną rękę z plecakiem

Puerto Plata, środek nocy, bez transportu do pierwszego miejsca, toczymy walkę na dolary z miejscowymi taksówkami. Jeden pilot z biura okazuje się (jeszcze) być w porządku i proponuje nam podwózkę do Las Terrenas autobusem „taniej niż taksą”. Okazało się tylko 50$ taniej niż taksówką, ale bardzo miły kierowca busika podwozi nas pod sam hotelik.  Szybki check-in i lulu.

Dominikana na własną rękę
Las Terrenas

Rano budzi nas deszcz WTF?! Karaiby deszcz? Miało być słońce, rum i fiesta! Wszystko jest prócz słońca. Trafiliśmy na koniec pory deszczowej, prognozy jeszcze w PL nam sprzyjały ale na miejscu okazało się że, przyjechaliśmy o 1 dzień za wcześnie. Cały dzień ulewa, ale pogoda wraca następnego dnia.

Zachód słońca Las Terrenas
Zachód słońca Las Terrenas

 

Las Terrenas

Mała miejscowość z pięknymi, długimi, złotymi plażami położona na półwyspie Samana. Na miejscu miłe zaskoczenie, bardzo mało turystów a lokalsi mili i uśmiechnięci.  Pierwszego dnia zafascynowani długo wyczekiwanymi promieniami słońca, od stóp do głów wysmarowani filtrem 30 i 50 (później okazuje się, że, nie do końca dokładnie) pędzimy na  plażę.

Kokos - Dominikana
Kokos

Zabójcze słońce

Znajduje się tam kilka beach barów z miejscowymi trunkami, które skutecznie umilają spędzanie czasu. Po kilku godzinach, pierwsza dziewczyna odczuwa lekkie pieczenie stóp, zaczęło się….
Po powrocie i prysznicu pojawiły się czerwone plamy, ślady po źle rozsmarowanym olejku, Rozpoczęły się ciche pojękiwania i zawodzenie z bólu podczas chodzenia. Dominikańskie słońce jest mało subtelne i od razu spala człowieka na czerwono, a filtry nie są mu straszne.

 

Dominikana na własną rękę
Dominikana na własną rękę

Lokalny transport

Po 2 dniach spędzonych w Las Terrenas czekamy na przystanku autobusowym, (który jest w barze przy drodze – to rozumiem, czekanie szybko mija!)  Udajemy się na południe wyspy do Boca Chica. W autobusie jesteśmy jedynymi turystami a lokalsi są bardzo rozgadani i podróż upływa w towarzystwie hiszpańskich plotek i ploteczek (Justyna dzielnie nam tłumaczy). Musimy się przesiąść  przed Santo Domingo na kolejny busik do Boca Chica. Kochana staruszka w autobusie oferuje nam swoją pomoc w znalezieniu busa. Okazuje się, że, aby do niego dotrzeć trzeba przebiec w poprzek autostrady, pasem zieleni i jeszcze raz przed drogę  z 2 pasami w każdym kierunku. Udało się bez strat w ludziach, z Babcią, która ciągnie Justyne za rękę. Nasza przewodniczka wydaje groźne polecenie kierowcy, gdzie i za ile ma nas zawieźć. Lądujemy w jeszcze mniejszym busie z lokalasami, którzy obserwują nas lekkim zdziwieniem  (turyści? bez drogiego autokaru? z plecakami? a gdzie wasze biuro podróży?).

Dominikana
Raj

Boca Chica

Nie ma się o czym rozpisywać, dość długa plaża, port, drogi hotele z własną plażą, miejscowi trochę bardziej nachalni, ale do przeżycia. Miejscowość słabo rozwinięta, niezbyt przyjazna w pierwszym odczuciu, a wieczorem widać kwitnący biznes seks turystyki. Wieczorem po konsultacji z ekipą, zmieniamy plany o 180 stopni i rezygnujemy z wykupionego noclegu w Boca Chica, decydujemy się na Bayahibe, miejscowość oddaloną 2 godziny jazdy – podobno nuda i dla emerytów (tak usłyszeliśmy). Do odważnych świat należy!

Spotkanie z mieszkańcami
Spotkanie z mieszkańcami

Do przyjemnych momentów w tej miejscowoci zaliczamy kolacje w małej knajpie, w której poznajemy właścicieli i ich całą rodzinę. Rozmowy trwają do późnych godzin nocnych i dowiadujemy się wielu cenncyh rzeczy o Dominikanie.

Rano zabieramy plecaki, znowu na busika i pędzimy!  W autobusie handel obwoźny kwitnie, kupujemy blok czegoś żółtego i coś a la baton mocy z orzechami. To żółte coś okazuje się najsmaczniejszą przekąską ever, świeży ananas, wiórki kokosowe, trochę syropu do sklejenia i coś czegoś nie mogłem zidentyfikować – PETARDA!  Dokupiliśmy  więcej „na później”.

Bayahibe

Owoce w Bayahibe
Owoce w Bayahibe

Miejscowość, którą można przerzucić przysłowiowym kamieniem. Meldujemy się w hostelu, który w porównaniu z tym w Boca Chica wygląda jak Sheraton:).  Samo miasteczko 3 uliczki, na których toczy się życie, port skąd odpływają wycieczki na Saone, publiczna plaża i.. tyle!  Miejscowość idealna jak ktoś szuka miejsca gdzie odpocznie, nie będzie słyszał biegających dzieci i krzyczących ” MAAAAAAAAAAAMOOOOOOOO KUPAAAAAAA!”  oraz tabunów turystów chodzących tam i z powrotem jak po Krupówkach, czy po promenadzie w Mielnie.

Dominikana na własną rękę - Bayahibe
Bayahibe
Dominikana na własną rękę - kokos na plaży
Kokos na plaży

Mamy niedaleko na wyspę Saona , więc długo się nie zastanawiając  decydujemy się na wycieczkę.  Dostać można się tylko z przewodnikiem oraz po wcześniejszym kupieniu biletów do rezerwatu. Chodząc od biura do biura (wszędzie to samo) katamaran 30-50 osób 1-2 plaże, Mano Juan i 17:00 powrót. Trochę już zrezygnowani zaglądamy do jednego z biur, gdzie usłyszeliśmy to co w innych. Wychodząc kątem oka zauważam lokalsa, który idzie za nami. Przedstawia się jako 2Pac (w sumie trochę podobny) mówi, że organizuje takie wycieczki prywatnie ze szwagrem (ze szwagrem? cholera brzmi podejrzanie) i w tej samej cenie 50$ od osoby mamy prywatną łódkę z kapitanem i spędzamy czas tak jak chcemy. Decydujemy się! Bo co z 2Pac’iem i szwagrem może pójść nie tak?!

Saona

Wypływamy następnego dnia rano, punkt 9. Szwagier okazał się  bardzo miłym gościem, który opowiada nam o miejscach, w które nas zabierze i częstuje nas rumem.

Dominikana na własną rękę - Saona
Rejs na Saonę

Pierwszy przystanek, przepływamy przez lasy namorzynowe (wow! robią wrażenie!) w ich labiryncie można się zgubić, następnie płyniemy na Saonę gdzie zamawiamy sobie obiad na później.

Dominikana na własną rękę - Saona
Saona

Kolejnym przystankiem jest plaża Canto de la Playa, miejsce przygotowane dla turystów, rozlokowaliśmy się pod palmą i poszliśmy zwiedzać.  Plaża jest rajska, katalogi do biur podróży zamieszczają jej zdjęcia i nie potrzeba żadnych filtrów, jest nieziemska!  Pod koniec zostajemy na plaży sami i czujemy się jak rozbitkowie na rajskiej wyspie, niestety trzeba wracać. Budzimy kapitana (który przyciął komara pod palmą) raz dwa do łódki i płyniemy do Mano Juan!

Dominikana na własną rękę - Saona
Saona
Dominikana na własną rękę - plaża Isla Saona
Isla Saona – plaża

Zwiedzamy centrum ratowania żółwi morskich i kupujemy pamiątki w kolorowych sklepikach. Mano Juan jest jedyną wioską na całej wyspie gdzie mieszkają ludzie, reszta wyspy to rezerwat. Wpadamy jeszcze na pyszną Pesca del dia na plaży, znów jesteśmy tylko my, stado turystów było przed nami i odpłynęli na katamaranach. W drodze powrotnej wskakujemy do naturalnego basenu na środku morza, gdzie można podziwiać rozgwiazdy wodne.

Po powrocie cykamy pamiątkową focie z naszym kapitanem i jednogłośnie stwierdzamy ze był to jeden z piękniejszych dni w naszym życiu . Czas w Bayahibe bardzo wolno płynie i można się w pełni zrelaksować.

Dominikana na własną rękę - rejs
Z naszym Kapitanem

Ostatniego dnia spotykamy parę z Polski, która przyjechała do miejscowości obok (Dominicus). Siadamy pod palmą i przy Coco con ron i opowiadamy o naszym pobycie, co i gdzie warto zobaczyć. Oni trochę podłamani hotelową monotonią z ciekawością słuchają o naszych przygodach i żałują, że wykupili wakacje allinclusive.

Dominikana na własną rękę - zachód słońca
Dominikana na własną rękę – zachód słońca
Villa Iguana- Super hostel w którym mieszkaliśmy, z pysznymi śniadaniami
i basenem

Po 4 dniowym plażowaniu i w pełni wypoczęci musimy się transportować do Puerto Plata na lot powrotny do szarej rzeczywistości…

Dominikana na własną rękę

Dominikana na własną rękę bez biura podróży?

-Nie da się!

-Jest niebezpiecznie!

-Wyjdzie dużo drożej!

 

Nie prawda! Da się, a na Dominikanie jest więcej do zobaczenia niż kurort Punta Cana.

A tutaj znajdziecie relacje z naszej drugiej wyprawy na Dominikanę 🙂

 Co warto zobaczyć będąc na Dominikanie ? 
 Jak przygotować się do organizacji wyjazdu na Dominikanę ?
 Jak zorganizować ślub na Dominikanie ?

 

4 komentarze

  1. DOMINIKANA - co warto zobaczyć? - czyli Karaiby po raz drugi cz.1

    16 maja 2018 at 20:06

    […] wybraliśmy się po raz kolejny na Dominikanę (relacje z pierwszego wyjazdu możecie zobaczyć tutaj). Wyjazd zorganizowaliśmy na 16dni, dla dwunastoosobowej grupy, zapraszając najbliższą rodzinę […]

  2. Jak zorganizować wyjazd na Dominikanę? Praktyczne porady i informacje.

    18 maja 2018 at 22:27

    […] że polecamy  podróż do tego egzotycznego kraju. O pierwszym wyjeździe możecie przeczytać tutaj. Wyspa ma naprawdę wiele do zaoferowania. Oprócz klimatu ważną częścią są ludzie, którzy […]

    1. Ewelina

      8 grudnia 2019 at 11:32

      Witam, zastanawiam się ile wyszedł Państwa taki wyjazd?

      1. coupleaway

        8 grudnia 2019 at 13:11

        z tego co pamietam, z biletami zapłaciliśmy 4200zł/osoba

Leave a Reply

Scroll Up
%d bloggers like this: